Raciąż.eu

Banner portalu Raciąż.eu

Nasze miasto troszkę inaczej

Jesteś w:   Strona główna > Strefa mieszkańca > Wywiad z burmistrzem Mariuszem Godlewskim – część I.

 

Najbardziej aktywni:

  • 1.   Jan66
  • 2.   Mariusz12
  • 3.   TomekNo10
  • 4.   Gamma6
Pełny ranking ...

Statystyki odwiedzin:

  • Łącznie odwiedzin:127927
  • w bieżącym roku:3388
  • w tym miesiącu:1117
  • w tym dzisiaj:0
  • Aktualnie na stronie:5

Stat. użytkowników:

  • Zarejestrowanych:162
  • w tym aktywnych:147
  • w tym nieaktywnych:15

Zaprzyjaźnione strony:

Link do naszej strony:

  • Jeżeli chcesz umieścić na swojej stronie internetowej, przycisk z linkiem do naszej strony kliknij tutaj ...

Aktualności

Strefa mieszkańca

Wywiad z burmistrzem Mariuszem Godlewskim – część I.

Przedstawiamy pierwszą część wywiadu z burmistrzem Mariuszem Jerzym Godlewskim
Red: Witam panie burmistrzu, zbliża się koniec kadencji samorządu miejskiego Raciąża w latach 2010-2014. Rozpoczynał Pan tę kadencję jako wiceprzewodniczący Rady Miejskiej. Kończy Pan jako burmistrz Raciąża. Czy to była dobra zamiana?

MG: To zależy co ma Pani na myśli. Nie chcę sam siebie oceniać, jako burmistrza. To zrobią mieszkańcy w wyborach. Natomiast na pewno dobre dla Raciąża było zakończenie rządów pana Janusza Sadowskiego. Jako miasto staczaliśmy się po równi pochyłej - prosto w przepaść. Dostrzegła to większość społeczeństwa. Najpierw mieszkańcy odwołali pana Sadowskiego w referendum, potem potwierdzając wynik referendum powiedzieli stanowczo „nie” mojemu poprzednikowi w wyborach burmistrza. To było uratowanie miasta przed katastrofą. Dobrze, że zadziałała demokracja. Gdyby tak się nie stało, dziś zamiast spokojnej rozmowy mielibyśmy nerwową dyskusję na przykład o tym, jak odzyskać z rąk syndyka masy upadłościowej miejską oczyszczalnię zajętą za długi.

Red: Wraca Pan do rządów pana poprzednika. Wiadomo ogólnie jakie to były rządy i do czego doprowadziły. Było referendum, potem wybory. Trzeba iść do przodu…

MG: Idziemy do przodu. Tylko ten marsz obarczony jest ogromnym balastem. Gdyby go nie było, można by być już dużo dalej. Dlatego to nie ja wracam do rządów poprzednika, to samo życie wraca. Półtora roku temu moja kadencja nie zaczęła się w próżni, z workami pieniędzy w budżecie, kwitnącym miastem i doskonale zarządzanymi spółkami oraz jednostkami miejskimi. Wprost przeciwnie. W budżecie nagle zabrakło prawie półtora miliona złotych zabranych w wyniku egzekucji z kont miasta, w spółce grubo ponad milion długów, większość natychmiast wymagalnych do zapłacenia, wizja komornika na każdym kroku. Jak ogromne są to pieniądze, to dla porównania: na pomoc społeczną w Raciążu wydajemy rocznie około 2 miliony złotych. Ile by można zrobić, gdyby zabrane nam prawie półtora miliona złotych opłat środowiskowych i odsetek, mieć w budżecie i przeznaczyć je np. na pomoc społeczną. Najniższe zasiłki dla osób potrzebujących byłyby wtedy w wysokości co najmniej 500 zł, lub jeśliby te pieniądze przeznaczyć na wkład własny do inwestycji dofinansowanej w 85% z Unii Europejskiej, to można by przeprowadzić inwestycję za około 7 milionów złotych. Starczyłoby na oczyszczalnię i na zrobienie nawierzchni z chodnikami wszystkich gruntowych dróg w mieście. Początek kadencji to nie tylko długi, to także wiele problemów i spraw do natychmiastowego załatwienia. To realna groźba odcięcia wody dla całego miasta oraz ciepła mieszkańcom wspólnot oraz budynków komunalnych. Poza tym problemy w urzędzie - korupcja, brak urzędnika od pozyskiwania środków unijnych. Trupy w szafie w postaci leżącego od 2008 roku nakazu modernizacji oczyszczalni ścieków. Niezapłacone faktury za projekt kanalizacji i oczyszczalni. W przedszkolu nakaz inspektora grożący nawet zamknięciem przedszkola, w szkole bałagan w dokumentach i brak rozliczeń dyrekcji z pobieranych od ludzi pieniędzy. Przyjęty od wykonawcy w tragicznym stanie dopiero co wybudowany, a już zagrzybiony budynek socjalny na Akacjowej, bez gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych, niedokończony i zagrożony remont ośrodka zdrowia, nakazy budowlane na budynki komunalne, niektóre niewykonywane od lat., niewyremontowany zagrażający bezpieczeństwu most na Karsówce – długo tak by można wymieniać. Czy Pani myśli ze po wyborach to wszystko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki samo się naprawiło? Naprawienie każdej z tych rzeczy to dni, tygodnie a czasem miesiące pracy. To opracowanie harmonogramu prac, tak aby uniknąć grożących miastu kar. Potem praca wielu ludzi. Czasem trzeba było dokonać rzeczy prawie niemożliwych, jak z „odkręceniem” błędów popełnionych błędów przy remoncie ośrodka zdrowia. To samo życie wracało i wraca do poprzednich rządów, przez pierwszy rok urzędowania prawie codziennie, dzień w dzień. Potem w miarę porządkowania kolejnych spraw coraz rzadziej. Zarówno ja jaki i każdy mój następca będzie musiał myśleć o spłacanym co miesiąc przez PGKiM kredycie wziętym na spłatę długów z poprzednich lat, a który pozwolił uratować spółkę i jej pracowników. Tak będzie przez dziesięć najbliższych lat. Miesiąc w miesiąc spółka musi oddać do banku około 20 000 zł. Te pieniądze muszą zarobić pracownicy spółki. Gdyby nie było tej spłaty, 20 000 zł co miesiąc można by przeznaczyć na pensje lub inwestycje w firmie. Mogłaby być wypłacana co miesiąc każdemu pracownikowi w PGKIM dodatkowa premia w wysokości 500 zł. Każda rodzina mogłaby mieć 500 zł więcej co miesiąc. Dlatego jak powiedziałem na wstępie, to nie ja wracam do poprzednich rządów, to życie wraca. Na każdym kroku - czy to w PGKIM czy w gospodarce komunalnej czy też ściekowej lub wodociągowej. Płacimy miesiąc w miesiąc za to ciężkie pieniądze. A będziemy płacić jeszcze większe, żeby nadrobić zaległości. Bo teraz ich odrabianie kosztuje dużo drożej.

Red: Według Pana oceny, co doprowadziło do tak tragicznej sytuacji miasta?

MG: Mam duże doświadczenie jako osoba doradzająca firmom w obszarze zarządzania przedsiębiorstwem. Pracowałem zarówno dla firm prywatnych jak i państwowych. Także dla spółek komunalnych. Z taką sytuacją i zaniedbaniami nigdzie się nie zetknąłem. To groziłoby by upadłością firmy. W rozmowach z samorządowcami czy Wojewodą Mazowieckim też usłyszałem, że w innych samorządach trudno byłoby znaleźć taką sytuację. Moim zdaniem główną przyczyną tych problemów był brak kompetencji burmistrza Sadowskiego w obszarze zarządzania. Brakowało działań planowych i restrukturyzacyjnych. Podejmowano działania ad hoc – a to z nakazów budowlanych, a to z pomysłów nie zawsze do końca przemyślanych, to zbliżały się wybory więc szybko trzeba coś otworzyć, zrobić itd. Burmistrz nie może być dobrym wujkiem wszystkich. Jak pojawia się pijany prezes w spółce, spółka dołuje, a w opinii wielu po to żeby zdobyć elektorat zatrudnia kolejnych ludzi, nie rozlicza się z miastem, dyrektorzy szkół nie rozliczają się z pobieranych od ludzi pieniędzy, całe miasto mówi o korupcji w urzędzie, a nic się z tym nie dzieje itp. – to trzeba zareagować. Powiedzieć stop. Dokonać zmiany na stanowiskach, rozliczać z zadań. Jak się tego nie robi, to jest taki skutek jaki mieliśmy. Stanowisko burmistrza to nie tylko przemowy, splendor i rozdawnictwo, a przede wszystkim odpowiedzialność. Nie da się wszystkich zadowolić, trzeba wziąć czasem na siebie niepopularne decyzje. W mojej opinii sensem i celem rządzenia poprzednika było za wszelką cenę utrzymanie się u władzy, a nie dobro miasta. Stąd tolerowanie tego wszystkiego, żeby tanio dla niego a drogo dla miasta zdobywać głosy. Tolerowanie działań, które nigdy nie powinny mieć miejsca a z drugiej strony nie podejmowanie działań, które powinny być podjęte, ale źle wpływałyby na wynik burmistrza w wyborach. Za to teraz płacimy. I już zapłaciliśmy.

Red: Co było najtrudniejsze na początku?

MG: Wielkim problemem były prowadzone za poprzednika wojny, szczególnie z Gminą Raciąż i Urzędem Marszałkowskim. Źle układały się także stosunki z innymi instytucjami. Jako miasto w oczach wielu urzędów zupełnie straciliśmy wiarygodność. Ciągle musiałem i muszę jeździć do Ciechanowa, Płońska czy Warszawy. Jednak na początku nikt nie chciał rozmawiać. Raciąż źle się kojarzył - z urzędnikiem bez kompetencji i kwalifikacji, któremu można tłumaczyć co i jak zrobić, żeby było dobrze, ale on i tak miał swój świat i zrobił po swojemu a ze szkodą dla miasta. Dlatego na początku mojego urzędowania ważne było budowanie relacji opartych na wzajemnym zaufaniu. Kiedy to się udało, urzędnicy zaczęli naszemu miastu pomagać. Jako przykład niech posłuży Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, gdzie najpierw nasze wnioski były odrzucone, a potem udało się naprawić błędy popełnione przy modernizacji ośrodka zdrowia i uratować prawie milion trzysta tysięcy złotych dotacji. Podobnie było w Enerdze, gdzie udało się umorzyć koszty sądowe i odsetki od długów na prawie 50 000 złotych. Wszystko to wymagało wyjazdów i spotkań. W dużym stopniu ciągle wymaga. Funduszy nie zdobywa się w Raciążu. Tutaj się pisze wnioski, a one są oceniane i pieniądze rozdzielane w Warszawie. Trzeba ciągle się przypominać. Jak nas tam nie będzie – będą inni. I pieniądze trafią do nich. Dlatego tak ważne jest to, żeby kiedy mnie nie ma, na miejscu była osoba, która mnie zastępuje. Stąd pomysł na zastępcę burmistrza a rezygnacja z rozbudowanej struktury kierowniczej Urzędu.

Red: Czy warto było angażować się w to stanowisko?

MG: Co do tego nie mam wątpliwości. Bardzo dużo udało się zrobić, pomimo tak krótkiego czasu. Powoli zmienia się sytuacja w mieście. Całkowicie zmieniły się zasady działania urzędu i spółki miejskiej. Udało się stworzyć grupę ludzi, którym zależy na rozwoju miasta. Chciałbym tutaj szczególnie podziękować panu Przewodniczącemu Bogusławowi Jeżakowi, większości radnych obecnej kadencji, panu prezesowi PGKiM Krzysztofowi Talakowi i panu dyrektorowi MCKSiR Arturowi Adamskiemu oraz moim najbliższym współpracownikom panu Pawłowi Rybce oraz pani Małgorzacie Karwowskiej. Także wszystkim kierownikom jednostek organizacyjnych miasta oraz pracownikom urzędu, spółki miejskiej oraz jednostek podległych. Bez Was szanowni Państwo nie było by możliwe osiągnięcie tego punktu, w którym jesteśmy i to w tak krótkim czasie. A przede dziękuję wszystkim mieszkańcom Raciąża za otwarte podejście do zmian.

Red: Co Pan w takim razie uważa za największe sukcesy swoich rządów w mieście?

MG: Trudno jest tak wartościować, bo przeprowadziłem wiele zmian, niektóre budziły bardzo ostre sprzeciwy, jednak czas pokazał, że to ja miałem rację. Jedną z pierwszych była moja decyzja o ratowaniu PGKIM sp. z o.o. Wiele osób odradzało mi takie działanie, mówiło, że upadek spółki będzie jasną konsekwencją rządów pana Sadowskiego, a decyzja o ratowaniu spółki i odpowiedzialność za jej ewentualne niepowodzenie biorę już bezpośrednio na siebie. Odrzuciłem w ogóle kalkulowanie w ten sposób. Uważałem, że najważniejsi są ludzie tam pracujący i majątek miasta, jaki został do spółki przekazany. Upadłość oznaczałaby wyprowadzenie z majątku miasta oczyszczalni, wodociągów i całej infrastruktury spółki. Trzeba było zrobić wszystko, aby ratować miejsca pracy. Stąd korzystając z moich biznesowych doświadczeń oraz mojego zastępcy Pawła Rybki sami napisaliśmy plan naprawczy i zaczęliśmy szukać ludzi, z którymi możemy to zrobić. Potrzebna była zmiany filozofii zarządzania spółką, zapewnienie stabilnego finansowania oraz restrukturyzacja długów. Z pomocą przyszedł nam Bank Spółdzielczy w Raciążu, który po długich i żmudnych negocjacjach co do warunków udzielenia kredytu, zapewnił pieniądze na ten proces. Udało się połączyć siły wielu osób i wyciągnąć spółkę z permanentnego kryzysu i braku pieniędzy. Spółka zaczyna się rozwijać, otrzymuje zlecenia i prowadzi prace w innych miastach, takich jak Ciechanów czy Gmina Płońsk. Zaczęła się odbudowa majątku spółki, zakup maszyn i urządzeń, szkolenia pracowników. Firma zmienia się. Przyjęto motywacyjny system wynagrodzeń, pracownicy mają ubrania służbowe, jest rzetelna księgowość i rozliczenia z miastem oraz wspólnotami. To wszystko daje rezultaty. Wymagało jednak odpowiednich ludzi, żmudnej pracy i odważnych decyzji na początku tego procesu. Dziś zrobiłbym to samo.

Red: Jakie są jeszcze inne ważne rzeczy, które udało się zrobić?

MG: Uważam, ze dla miasta i jego mieszkańców są najważniejsze dwie rzeczy – z jednej strony tworzenie mocnych podstaw dla przyszłości, a z drugiej zapewnienie bieżącego bytu. Mam tu na myśli z jednej strony budowanie infrastruktury miejskiej, odpowiednie przygotowanie Urzędu Miejskiego i wszystkich instytucji miejskich do pracy z przyszłą perspektywą finansowania unijnego. Z drugiej zaś strony praca nad zmniejszaniem bezrobocia w Raciążu, dobre adresowanie pomocy społecznej, aktywizację mieszkańców. Starałem się tak działać, żeby te dwie sfery równoważyć. Nie jest to łatwe, bo pieniędzy ciągle jest za mało.

Red: Co więc jako burmistrz zrobił Pan w celu zbudowania podstaw lepszej przyszłości miasta?

MG: Najważniejszym jest przyjęcie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Brak takiego dokumentu utrudniał rozwój miasta. Dlatego natychmiast po objęciu urzędu dążyłem do jego uchwalenia. To podstawowy dokument miasta w dziedzinie gospodarki przestrzennej, którego nie było od lat. Przyjęcie studium pozwoli uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego. Dla porównania sprawności działania urzędu, poprzedni plan zagospodarowania tworzony był przez ponad 8 lat. Przyjęty został dopiero w 2012 roku. Obecnie studium udało się uchwalić w rok. Uważam, że podstawową sprawą dla miasta jest zbudowanie infrastruktury. Dlatego zaczęliśmy budować między innymi kanalizację. Szukamy finansowania dla budowy oczyszczalni ścieków. Pobudowana została nowa pompownia ścieków na ulicy Jana Pawła II, przygotowana jest już dokumentacja i mamy pozwolenie na budowę na pompownię ścieków na ulicy Akacjowej. Rozstrzygnięty został przetarg na modernizację ośrodka zdrowia. Za chwilę ruszy największy od 50 lat remont centrum kultury. W ciepłowni miejskiej zostanie zamontowany nowy kocioł na zrębkę – udało się dzięki temu zatrzymać podwyżkę cen na ciepło. Zbudowane zostały nowe wodociągi w mieście. Wybudowany i uruchomiony monitoring wizyjny. Są tworzone projekty na ulice, których mieszkańcy od lat nie mogli się doprosić o zrobienie chodników, utwardzenia ulic czy też oświetlenia. To między innymi ulice Reymonta, Rzewuskiego, Rzeźniana, Barańskiego, Bolesława Chrobrego, Jesionowa, Lipowa, Wnorowskiego, Polna, Mieszka I, część ulicy Kasztelańskiej. Zajęliśmy się też sprawą ulicy Działkowej. Oświetlenie na ulicy Barańskiego, budowy chodników… Dużo jeszcze można wymieniać.

Red: Często zarzuca się Panu, że to inwestycje na wybory. Niektórzy mówią także, że przetargi tak długo trwają, bo nie ma ludzi co się na tym znają, a poprzedni burmistrz był specem od przetargów.

MG: Ciekawa logika. Jak się obejmuje rządy na rok przed wyborami, to wszystkiemu można z natury rzeczy zarzucić, że jest robione na wybory, bo innego czasu do dyspozycji nie ma. Jest jeden rok – właśnie przedwyborczy. Terminy realizacji inwestycji wynikają przede wszystkim z procesów inwestycyjnych. Przygotowanie wszystkich załączników, uzgodnień i decyzji wymaganych do uzyskania pozwolenia na budowę, to w zależności od skomplikowania inwestycji okres od pół roku do dwóch lat. Samo wykonanie zajmuje zwykle dużo mniej. Osobiście uważam, że jak już coś ma być robione, to musi być dobrze przygotowane. Nieważne czy będzie to wykonywane przed czy po wyborach, najważniejsza jest trwałość, wykonanie i cena. Dlatego czasem lepiej później ogłosić przetarg lub go unieważnić i jeszcze raz przeprowadzić, niż podjąć nieprzygotowane i pochopne decyzje. Dlatego zdecydowałem się nie wydawać 200 000 złotych na remont schodów wejściowych do szkoły, tylko po to, żeby je skończyć na wybory, skoro kosztorys opiewał tylko na 100 000 zł. Unieważniłem konkurs ofert i jest przeprowadzany jeszcze raz. Ostatnio kwota spadła do 145 000 zł. To już znacznie lepsza cena. Podobnie było z remontem domu kultury, również zdecydowaliśmy się unieważnić przetarg z powodu przystąpienia do niego tylko jednego chętnego do jego realizacji. Przetarg został powtórzony. Sprawa ośrodka zdrowia analogiczna – bez wyprostowania sytuacji stracilibyśmy całe dofinasowanie. Pośpiech nie jest tu wskazany, tylko rozwaga i analityczne podejście. Co do speca od przetargów – rzeczywiście trzeba być specjalistą, żeby tak przeprowadzić przetarg i remont w ramach pierwszego etapu prac ośrodka zdrowia, żeby MJWPU chciała odebrać nam całe dofinansowanie w wysokości około 300 000 zł, w końcu po wielu wysiłkach zabrała nam około 30 000 złotych. Trzeba było być wysokiej klasy „specjalistą”, aby potem nie realizować warunków umowy i doprowadzić do zagrożenia zabraniem całego dofinansowania w wysokości około miliona trzystu tysięcy złotych. Inny przykład „profesjonalizmu” to przetarg na wybudowanie budynku na Akacjowej. Został tak przeprowadzony, że potem trzeba było dopłacić wykonawcy w ramach prac dodatkowych ponad 300 000 złotych. Potem też nie było lepiej, pan Sadowski odebrał budynek w takim stanie, że na jego remonty trzeba będzie wydać zgodnie z szacunkami kolejne 200 000 złotych. Dochodzi więc prawie pół miliona złotych do pierwotnej ceny z przetargu. To chyba najdroższy budynek socjalny w Polsce. I to jeszcze nie budowany od podstaw, tylko na już istniejącym budynku. „Szczytem profesjonalizmu” był przetarg na sprzedaż dawnego budynku urzędu na stadionie, gdzie odszkodowanie dla nabywcy wraz z odsetkami może dojść do kolejnego pół miliona złotych. Dwa niezależne sądy w nieprawomocnych wyrokach uznały winę burmistrza w tym zakresie. Dodatkowo osoba, która głównie zajmowała się obsługą inwestycji w urzędzie za rządów pana Sadowskiego ma wyrok za korupcję. Oczywiście jak ktoś chce może uznać poprzednią ekipę za speców od przetargu, tylko trzeba by zapytać w jakim sensie...

Red: Dokonał Pan ważnych zmian w Urzędzie Miejskim. Czemu one miały służyć?

MG: Przede wszystkim przygotowaniu urzędu do innego sposobu pracy dla mieszkańców i pozyskiwania środków unijnych. Kiedy przyszedłem do urzędu, słychać było częste narzekanie mieszkańców na jakość i sposób obsługi oraz brak nadzoru nad pracownikami. Wszyscy odczuliśmy błędy urzędników skutkujące odszkodowaniami i karami. Kolejny problem to brak elektronicznego obiegu dokumentów,  nieodpisywanie na pisma i nieprzestrzeganie terminów. Nie dokonywano oceny pracowników, brak było wiedzy na temat ich pracy a pracownicy nie byli brali odpowiedzialności za powierzone zadania. Mówiło się też o korupcji w urzędzie, co potem zostało potwierdzone wyrokiem sądu. To wszystko pomimo rozbudowanej struktury. W strukturze organizacyjnej urzędu, oprócz burmistrza i skarbnika, był jeszcze sekretarz, Kierownik Referatu Finansowego, Zastępca Kierownika Referatu Finansowego, Kierownik Referatu Organizacyjnego, Zastępca Kierownika Referatu Organizacyjnego, Kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej , Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej, Zastępca Kierownika Referatu Gospodarki Komunalnej, Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej. Stanowiska w referacie finansowym nie były obsadzone, wszystkie ich obowiązki wykonywała pani skarbnik. Te obsadzone wiązały się z wysokimi wynagrodzeniami lub dodatkami funkcyjnymi. Wszystkie te stanowiska zostały zlikwidowane, a stanowiska sekretarza pozostaje nieobsadzone. Strukturę urzędu spłaszczono i uproszczono. Obecnie w urzędzie z wymienionych jest tylko trzech urzędników zarządzających – burmistrz, zastępca burmistrza oraz skarbnik. Po zestawieniu ich wynagrodzeń z wynagrodzeniami z czasów pana Sadowskiego (np. rokiem 2011 lub 2012), wszyscy obecni kierownicy razem zarabiają łącznie rocznie około 100 000 zł mniej niż poprzednie kierownictwo urzędu. Zaoszczędzona na wydatkach na kierownictwo kwota 100 000 zł przeznaczana jest między innymi na zatrudnienie osób wykonujących inne zadania oraz na zatrudnianie bezrobotnych w ramach prac społecznie użytecznych i publicznych. Jednocześnie urząd działa dużo sprawniej, od dawna już nie ma żadnych skarg na nieterminowość czy nieodpisywanie pisma.

Red: Wynagrodzenia to drażliwy temat. Jak one wyglądały wcześniej, a jak obecnie?

MG: Co do wynagrodzenia kierownictwa, jest tak jak powiedziałem przed chwilą. Wszystkie dane które podaję, opierają się na wartościach do roku 2013, bo ten rok jest już zamknięty. Łączne wynagrodzenie roczne burmistrza wynosiło w roku 2007 kwotę 92 819,46 zł, w 2008 kwotę 107 020,80zł, w 2009 kwotę 110 013,60 zł, w 2010 kwotę 120 885,30 zł a w 2011 już kwotę 144 556 zł. Do tego trzeba doliczyć pobrane przez pana Sadowskiego ekwiwalenty za urlop w kwocie 34 200 zł wypłacony roku 2011 oraz ponad 7 000 zł wypłacone w 2013 roku. Wynagrodzenie burmistrza w roku 2013 wyniosło łącznie 122 778,47 zł. To było wspólne wynagrodzenie pełniącego obowiązki burmistrza pana Mirosława Łukowskiego oraz moje. Łączne moje wynagrodzenie jako burmistrza za rok 2014 powinno być niższe niż roczne wynagrodzenie pana Sadowskiego sprzed obniżenia mu pensji tj. z 2011 roku. Dodatkowo nie są mi wypłacane żadne ekwiwalenty urlopowe i nie będą, bo staram się urlop wykorzystywać zgodnie z przepisami. Co do wysokości wynagrodzeń w całym urzędzie, to są one w tym okresie porównywalne z poprzednimi latami. Co do danych za rok 2014, to średnia całkowita płaca w urzędzie, z uwzględnieniem kierownictwa i wszystkich pracowników w roku 3 905,67 zł brutto. Dla porównania tak samo liczona średnia płaca wśród nauczycieli w Miejskim Zespole Szkół wynosi szkół wynosi 5000 zł, w Miejskim Przedszkolu 4420 zł, w MCKSiR 2769 zł. Średnia krajowa za marzec 2014 wyniosła 4017 zł.

(Karolina)

Zabrania się kopiowania i wykorzystywania materiałów zgromadzonych w serwisie
www.raciaz.eu bez zgody autorów.

Polly

Projekt i wykonanie: